Przeskocz do treści

Out of Africa

6 marca, 2010

No i wróciliśmy do mroźnej Europy, w ciągu ośmiu godzin lotu cofnęliśmy się o dwie pory roku, jakieś 30 stopni – i przynieśliśmy do całkiem innego świata. W Paryżu wylądowaliśmy w środę, ja jednak czuję, że na razie wróciłam tylko fizycznie – głowę i serce mam wciąż pełne Afryki! (Nawet wczorajsze nadrabianie popkulturowych zaległości w postaci głośnego Awatara nie pomogło – oglądając fantastyczną trójwymiarową dżunglę wciąż myślałam o tropikalnych lasach deszczowych Tanzanii). Wygląda na to, że wpadłam i złapałam bakcyla Afryki na dobre – tym bardziej, że podwaliny tej fascynacji budowałam juz od dobrych paru lat (i to zarówno na gruncie zainteresowań osobistych, jak i zawodowych).

W związku z tym ten blog ma szansę stać się projektem o wiele bardziej długoterminowym niż w pierwotnym zamiarze. Zacznę oczywiście od zwyczajnej kroniki podróży (to mój plan na weekend), potem będzie trochę bardziej tematycznych wpisów (lojalnie uprzedzam, że mam lekką obsesję na punkcie afrykańskich zwierzaków!), recenzji książek z Afryką w tle (zarówno tych przeczytanych w podróży powieściowo-pamiętnikowo-podróżniczych, jak i paru antropologiczno-kulturowych oraz tych bardziej specjalistycznych, wokółzawodowych, związanych z rozwojem międzynarodowym i pomocą humanitarną), będzie też trochę zdjęć oraz – jeśli wystarczy mi samodyscypliny – opisy moich wcześniejszych podróży po Egipcie i Maroku, które okazały się świetną wprawką przed Afryką „właściwą”.

Ale na początek dla tych, którzy nie mają aż tyle cierpliwości, podsumowanie wyprawy w telegraficznym skrócie:

  • ilość dni: 28 (24 w Tanzanii i 4 w Kenii)
  • ilość zdobytych szczytów: 1 (ale za to jaki!!)
  • ilość osób w ekipie troszczącej się o to, abym ten szczyt zdobyła: 16 (!)
  • ilość odwiedzonych parków narodowych: 3
  • ilość spotkanych lwów: 30 (!)
  • ilość zaliczonych wschodów słońca: 5
  • ilość dni spędzonych wyłącznie na trasie hamak-ocean-bar: 4
  • ilość godzin spędzonych w ‚luksusowych’ afrykańskich autobusach: 35
  • ilość przeczytanych książek: 7
  • ilość kupionych koralików, kolorowych szmatek i wisiorków: hurtowa
  • ilość wypitych piw Kilimanjaro: przerażająca
  • ilość skutecznych połączeń z internetem: 1
  • ilość zdjęć na karcie: grubo ponad 2000
  • ulubione zwierzę: gepard
  • ulubiona potrawa: fish curry w restauracji-budce na zanzibarskiej plaży
  • ulubiony dodatek do potraw: mleko w proszku NIDO (wspomnienia z dzieciństwa!)

A bardziej elokwentne podsumowanie już wkrótce…

5 Komentarzy leave one →
  1. Lakoma permalink
    9 marca, 2010 2:01 pm

    Och, nie moge sie doczekac 🙂 Bo zdjecia sobie z Buhajem juz oblookalismy na FB i u Macka 🙂 Najbardziej to Ci tych lwow chyba zazdroszce 🙂 No, Lwica, w koncu jestem 😉

    No dobra koralikow i szmatek tez 🙂

  2. 9 marca, 2010 10:11 pm

    Dzien dobry,

    Czytam wlasnie ostatnio wydana biografie Kapuscinskiego (bardzo o niej glosno ostatnio w Polsce) i tam tez sama Afryka, w ktorej autor „Hebanu” spedzil dobre kilkanascie lat i na ktora tak jak Ty „zachorowal” w doslownym i przenosnym tego slowa znaczeniu. Sporo tam o Nigerii, Tanzanii, Zanzibarze… Ciesze sie, ze podroz sie udala i bedziemy juz niedlugo mogli o niej poczytac.

    Pozdrawiam.

  3. 10 marca, 2010 8:38 am

    @Lakoma, no jak tylko się zabiorę porządnie za pisanie… Póki co jestem jeszcze w trybie wakacyjnym, na wszystko potrzebuję dwa razy tyle czasu – a tu jeszcze pracować trzeba!

    A lwy były boskie, choć mi i tak najbardziej odbiło na punkcie gepardów (powinnam dopisać do powyższej listy: „ilość godzin spędzonych na oglądaniu na YouTube filmików z polującymi gepardami – duuuża” 😉

    @holly, no właśnie czytałam o „skandalu” związanym z tą biografią i jestem bardzo jej ciekawa. Choć z drugiej strony mam mieszane uczucia, bo ja niestety należę do tych, którzy Kapuścińskiego wielbią, wychowałam się na jego książkach, one skłoniły mnie do wyboru kierunku studiów – a „Heban” znam niemal na pamięć (zresztą książka towarzyszyła nam też w Afryce).

    Dla mnie Kapuściński to człowiek wyprzedzający swój czas, ba! nawet teraz ciężko znaleźć wiele osób z taką ciekawością i otwartością na świat oraz prawdziwym szacunkiem do tzw. Trzeciego Świata (zwłaszcza w Polsce niestety) – i dlatego ja niezmiernie Kapuścińskiego za jego poglądy cenię. Trochę nie mam ochoty czytać jego „demaskatorskiej” biografii, zwłaszcza takiej głównie zaglądającej mu w legitymację partyjną i do sypialni… zdaję sobie sprawę z tego, że był zwykłym człowiekiem i na pewno jak każdy miał sporo za uszami, ale szczerze mówiąc mało mnie te detale interesują, daleka jestem od traktowania pisarza jako ‚celebrity’, o którego życiu prywatnym ‚muszę’ wiedzieć wszystko ( jeśli chodzi o elementy fikcyjne w jego książkach, ja problemu z tym nie mam, dla mnie to zawsze były pozycje z pogranicza faktu i literatury, mistrzowsko napisane – ale tak jak z Wikipedii, historii bym się z nich nie uczyła ;-)) Choć czytałam też parę pochlebnych recenzji tej biografii, więc znając życie i tak ciekawość zwycięży i jak tylko książkę dorwę, to ją przeczytam.

    Pozdrawiam

  4. 10 marca, 2010 1:21 pm

    Cóż za buchalteryjne podsumowanie 🙂 Ciężki musi być powrót do rzeczywistości, po takich wymarzonych wakacjach? Czekam na następne odcinki z zapartym tchem 🙂

    • 14 marca, 2010 8:58 am

      @czara, a wiesz, próbowałam się akurat silnie wdrożyć w tryb pracowy, więc jakoś tak automatycznie buchalteryjnie wyszło 😉 (nie, nie jestem księgową! choć czasem nie ma wyjścia i muszę za księgową robić…)

      A powrót do rzeczywistości oj tak, ciężki był, zwłaszcza do niskich temperatur tej rzeczywistości…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: